O autorze
Ma wiatr w głowie . Od dekady na emigracji w kraju w kratkę. Matka dziewczynki, pani sobie. Realizuje swoje pasje i spełnia marzenia. Szyje, pisze, czyta, dzierga, gotuje. lubi ludzi.
Z wykształcenia pedagog społeczny.

Od miłości do… przyjaźni

https://expertbeacon.com
Każdy z nas zetknął się chyba w życiu z sytuacją, gdy dwie osoby -nasi znajomi, rodzina, czy ktoś kogo znamy choćby z opowieści- po latach wspólnego życia- rozstają się, rozwodzą.

Gdy o tym pomyślimy, widzimy przed oczami obraz
rozbitej rodziny,
pary ciskającej talerze o ściany,
wystawione przed drzwi walizki,
kłamstwa,
godziny w sali rozwodowej,
wojny o majątek i dzieci.
taki mały koszmarek, jakim czasem kończą sie wielkie miłości.
a potem bywa tylko gorzej:
zerwane kontakty,
wzajemna nienawiść,
utrudnianie kontaktów z dziećmi,
niepłacone alimenty...
I dzieci w tym wszystkim, między młotem i kowadłem, matką i ojcem. Nierzadko wysłuchujące wzajemnych oskarżeń, kłótni. Być może buntowane przeciwko jednej ze stron...

Nie zawsze tak jest.
Bywa, że dwie osoby wspólnie podejmują decyzję o rozstaniu.
(przerzucam się na pisanie w wersji "ja", zamiast w tej hipotetycznej)

Ja. Rozstałam się z mężem. związek zaczął się jak większość- spacery w blasku księżyca i ogólnie bombonierka czekoladek w kształcie serca. z czasem, księżyc zaszedł za chmurę, a czekoladki zjedliśmy wszystkie. zostało puste pudełko, płaczące dziecko w łóżeczku i my... lub może raczej- ja i on.
Nie poddaliśmy się bez walki. ale w pewnym momencie oboje doszliśmy do wniosku, że pewnych rzeczy nie da się zmienić lub udawać, że coś jest, czego nie ma, a nie ma tego, co jest.
Rozstaliśmy się. co nie stało się z dnia na dzień. Było dziecko, były niedokończone sprawy, mieszkanie, mnóstwo tego. Były decyzje do podjęcia- co dalej?
I byliśmy w tym-razem. Ostatni etap naszego związku. Rozstanie. I przeszliśmy przez to razem.

Teraz myślę, że było to możliwe, bo-
oboje byliśmy wystarczająco dojrzali i odpowiedzialni- za siebie i przede wszystkim dziecko,
bo mieliśmy do siebie nawzajem szacunek,
bo nie było między nami nienawiści (nie zdążyliśmy się znienawidzić?)

Dziecko jest priorytetem.
Zarówno dla mnie jak i dla mojego byłego męża.
Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak musi czuć sie mały człowiek, któremu rodzice fundują koszmar koszmarnego rozwodu. Które musi przysłuchiwać się awanturom. Które będzie w centrum wzajemnych przepychanek.
Które będzie czuło się winnym, gdy spędza czas z ojcem, a nie z matką, i odwrotnie.
Czy to egoizm czy głupota rodziców narażać dziecko na podejmowanie decyzji, z kim chce spędzać czas, mieszkać?


Czy mamy obowiązek tkwić w związku tylko dla dziecka?
Wiele razy słyszałam opinię, jakoby w związku powinno zostać się dla dobra dziecka, by miało ono oboje rodziców?
Czy rozwód/rozstanie rodziców musi dla dziecka oznaczać utratę jednego z nich?
To zależy tylko od nas.
Od tego czy obie strony będą angażować się równie mocno w sprawy związane z opieką i wychowaniem.
Czy lepiej jest by dziecko wychowywało się w domu bez wzajemnej miłości rodziców? By obserwowało to co dzieje się między nimi? Udawać? Przed dzieckiem? I przed sobą? Żyć w kłamstwie?
Nie muszę już nawet pisać- bo dla mnie to oczywiste- że lepiej dla dziecka, gdy dom jest spokojny, bez kłótni i awantur.
Czy egoizmem jest myśleć również o własnym szczęściu? Czy naprawdę powinniśmy poświęcić własne życie osobiste dla dziecka? Dla idei pełnej rodziny? ( gdy ta "pełna rodzina" jest w naszym przypadku tylko mrzonką, a tak naprawdę każdy żyje osobno?)

Ex-partner przyjacielem?
Myślicie, że to możliwe, by były mąż/ były partner, stał się naszym przyjacielem?
Możliwe.
Gdy emocje już opadną, gdy obie strony zrozumieją to, co się stało.
Gdy przestaną szukać winnych, gdy pogodzą się z faktem, że się nie udało. Gdy pozostanie wzajemna życzliwość. Gdy przestając być partnerami w związku, nie przestajemy być partnerami w wychowaniu dziecka.

Nie wyobrażam sobie sytuacji ograniczania ojcu mojego dziecka prawa do widywania się z córką. Może to robić, kiedy chce, a przede wszystkim, kiedy ona tego chce. nasze dziecko samo pomogło nam wypracować system dzielenia się opieką. Oboje podążamy za jej głosem i tym, czego oczekuje od nas obojga jako rodziców.
Jest z nami obojgiem równie blisko.
Mówi o sobie, że ma dwa domy i mówi to z dumą (wiem, że brzmi to dziwnie. Ale chyba lepiej, niż gdyby miała wstydzić się tego, że rodzice nie mieszkają razem?).
I naprawdę jest szczęśliwa. Nie zauważyłam zmiany w jej zachowaniu po tym, gdy zamieszkaliśmy osobno. Wie, że rodzice są przyjaciółmi, ale że nie są parą.
Być może w przyszłości będzie zadawać pytania, nie wiem co będzie czuła, gdy będzie dorastać. Ale wiem, że zrobię wszystko- i domyślam się, że jej tata również- by nasz rozwód nie miał negatywnego wpływu na jej życie.

*
I wiecie, wielu ludzi dziwi to wszystko. Gdy opowiadam, jakie są relacje moje z exem. Szczególnie wśród polskich znajomych. Bo stereotyp rozwódki nienawidzącej byłego, utrudniającej mu kontakty z dziećmi jest wciąż żywy. Tak samo jak i ojca uchylającego się od płacenia alimentów i nie interesującego się dzieckiem.
Nie, ja nie walczę.
Nie utrudniam.
Nie oskarżam.
I jestem z tym szczęśliwa i czuję się wolna od nienawiści. Do kogokolwiek.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...